.

czwartek, 26 września 2013

Rozdział IX



 Witajcie :D przed Wami kolejny rozdział, pokazujący również malutki wątek poboczny, na podstawie którego napisze krótki prequel. Mam nadzieje, że się Wam spodoba :) I zapraszam na dokończoną już Miniaturkę


Rozdział IX
Swietłana Bielikow była naprawdę ładną kobietą. Bardzo wysoka i smukła, a przez szczupłą figurę wydawała się być jeszcze chudsza niż w rzeczywistości. Długie, sięgające jej za łopatki jasne, proste włosy, były bardzo ładne, a ich jasna barwa, pasująca do mlecznobiałej cery kobiety naprawdę przyciągała wzrok. Jej oczy, o chłodnym odcieniu szarości z pewnością przyciągały uwagę swą jasną, niemal białą barwą. Tak, w rodzinnej Rosji jej uroda nie jeden raz była doceniania. Ale nie tylko uroda. Już od małego w Moskwie, a potem w Sankt Petersburgu wszyscy doceniali nie tylko chłodną urodę, ale i niepospolite umiejętności czarodziejskie i wielką wiedzę. Wszyscy wiedzieli, że ta młoda, zdolna kobieta w życiu osiągnie wielkie rzeczy.
Pierwszą był wyjazd z Rosji. W środowisku, w którym tak powszechnie i tak bezkarnie uprawiano wszelaką Czarną Magię nie miała już co osiągnąć. Ale co innego Anglia, czy raczej Szkocja. I tylko tam mogła znaleźć to, na czym tak jej zależało. Klucz do małej potęgi i do bogactwa.

                                                                     ***
Gdzie ci idioci???- gorączkowała się Hermiona. McGonagall zarządziła pierwsze zebranie samorządu prefektów. I to ona miała ich wszystkich powiadomić. Prefektów Ravenclawu, Lunę Lovegood i Kaspera Straussa znalazła razem z Borysem Toronto prawie od razu w bibliotece. Sarę Brown i Justina Finch- Flethleya również powiadomiła bez żadnych przeszkód. Harry,  prefekt Gryffindoru razem  z Nevillem (drugim prefektem Gryfffindoru) zaprowadził prefektów do McGonagall, a tymczasem ona, właśnie ona, miała znaleźć Blaisa Zabiniego i Draco Malfoya. Co bynajmniej łatwe nie było. Już kilkakrotnie była pod pokojem wspólnym Ślizgonów, ale tam chłopaków nie było. Gotowała się już z wściekłości. Gdzie oni mogli być?
Zmierzała właśnie do kolejnego pokoju otwartego dla uczniów, ale i tam Ślizgonów nie było. W końcu, po serii myśli, w których zwymyślała i Diabła i przemądrzałego Malfoya, choć bardzie tego drugiego, usłyszała śmiech bliźniaków i… Diabła! A gdzie był Blaise tam i musiał być…
-- Blaise, Malfoy! – zawołał biegnąc w ich stronę, gdy nagle poślizgnęła się na świeżo umytej przez Filcha podłodze. Wpadła w poślizg i rozpędzona zmierzała prosto w czwórkę chłopaków, którzy byli tak samo zdziwieni jak ona sama. A ściślej mówiąc pędziła wprost na osłupiałego Malfoya.
I zgodnie z prawami fizyki nie zdążyła zahamować i wpadła na blondwłosego Ślizgona, potrącając przy tym Zabiniego.
Draco Malfoy nie spodziewał się takiego „ataku” i w związku z tym prawie się przewrócił. Desperacko pociągnął Hermionę za rękę by złapać równowagę. A jaki możemy się spodziewać, prawie dwu metrowy chłopak nie należy do najlżejszych rzeczy. I Hermiona, drobniutka, mająca niecałe 1,70 zachwiała się pod wpływem ciężaru Ślizgona i gdyby nie fakt, że Draco odzyskał równowagę padłaby jak długa razem z nim na podłogę. Na szczęście tylko uderzyła z rozmachem twarzą w twardy tors blondyna.
-- Auć – jęknęła, gdy odsunęła się od Dracona. – złamałeś mi nos! – rzuciła oskarżycielsko w stronę Malfoya rozmasowując sobie drobny nosek. Draco uśmiechnął się kpiąco patrząc na Gryfonkę z góry. Co po prawdzie nie było takie trudne, bo był od niej prawie o 30 cm wyższy. Tak, chlubny wzrost Malfoyów przydawał się w wielu kwestiach.
-- To teraz jesteśmy kwita! – sarknął Malfoy, myśląc o tym, jakich szkód doznał jego idealny nos w trzeciej klasie, oczywiście przez pewną kudłatą kujonicę. Dziewczyna wydęła wargi, mrużąc brązowe oczy. Ale postanowiła nie odpowiadać Malfoyowi. O nie. Nie będzie marnować swojego cennego czasu na kłótnie z Malfoyem. Czasu, który powinna poświęcić na przykład nauce, bądź obowiązkom prefekta.
PREFEKTA! O mało nie zapomniała o spotkaniu u McGonagall! A przecież właśnie z tego powodu szukała Malfoya i Zabiniego! Czy zawsze w obecności tego tlenionego idioty musiała zapominać o najważniejszym? Cóż, widocznie jego głupota udzielała się i jej powoli.
-- Malfoy, Blaise! Szukam was po całej szkole! – gderała zabawnie wymachując rękoma. Draco musiał naprawdę mocno przygryźć sobie wargi, by w końcu nie wybuchnąć śmiechem na widok Granger wymachującej w agonii rekami. – McGonagall zwołała pierwsze zebranie prefektów! I wszyscy już  tam są! Wszyscy z wyjątkiem was! – powiedziała ostro podnosząc na obu Ślizgonów spojrzenie ślicznych, bursztynowo- brązowych oczu, którym starała nadać ostry blask.
-- I z wyjątkiem ciebie. – zauważył jak zawsze czepliwy Malfoy.
-- Nie łap mnie za słówka! – syknęła Hermiona. Nie miała ochoty nawet zamienić słowa z tą białą fretką, po tym jak grubiańsko zachował się wtedy w Sali. Dlatego szybko odwróciła się od niego i poprowadziła do gabinetu McGonagall. Hasło było w miarę łatwe do zapamiętania „Dama Kier” . Gdy weszli do gabinetu, wszyscy już siedzieli przed biurkiem dyrektorki. Sama McGonagall była wyraźnie zniecierpliwiona długą nieobecnością trójki prefektów.
-- No nareszcie! – rzuciła tylko zaciskając usta w kreskę, co robiła ostatnio (czyli od pojawienia się Lu Ruse’a ) bardzo często.
-- Przepraszam, pni profesor. – powiedziała ze skruchą Hermiona siadając między Harrym, a Borysem, który był podobnie jak ona prefektem naczelnym. Czuła w środku niewyobrażalną satysfakcję, z powodu, tego, że razem z Borysem górują rangą nad Malfoyem. – Miałam mały problem ze znalezieniem Blaisa i Malfoya. – syknęła w stronę chłopaków. Wspomniani przez nią Ślizgoni spojrzeli na nią spojrzeniem, którego nie powstydziłby się kot ze Shrecka. A Malfoy był spostrzegawczy. Nie dało się nie zauważyć, że do każdego innego Granger mówiła po imieniu, tylko do niego zwracała się per „Malfoy”.
-- Nie ważne już panno Granger. Rozumiem, że nie łatwo było pani znaleźć w całym zamku pana Malfoya i pana Zabiniego. – powiedziała łagodniej kobieta. – W każdym bądź razie przejdźmy do sedna. Jesteście najlepszymi uczniami spośród waszych domów. Dlatego w tym roku szkolnych, po odbytej w sierpniu radzie pedagogicznej uznaliśmy, że można na próbę nieco zmienić prawa i styl stanowisk prefektów. Oczywiście wasze obowiązki nie będą aż tak zmienione. Ale do tych zadań dojdzie obowiązek reprezentowania szkoły w różnych wyjazdach  i tym podobne. Chodzi mi o to, że będziecie pełnili ważne funkcje w szkole i będziecie mieli całkiem sporo obowiązków, ale będzie wam to zrekompensowane. Nad wyrazem rekompensaty pomyślimy jeszcze z radą pedagogiczną, w której skład wchodzę ja, profesor Jones, profesor Flitwick, profesor Hagrid i profesor La Ruse. – ostatnie nazwisko niemal wypluła z odrazą i… nutą goryczy. – Jesteście również członkami samorządu uczniowskiego, więc liczę, że dacie dobry przykład innym uczniom, nie tylko w nauce, ale i w przykładnym zachowaniu. – spojrzenie chłodnych oczu Minerwy skakało po twarzach uczniów, ale najdłużej zatrzymało się na Malfoyu i Zabinim. Zresztą nie bez powodu. Nawet do grona nauczycielskiego doszły słuchy o tym, co tu obaj wyczyniali.  – Na początku poinformuje was, że czwórka spośród was. Ta najlepsza pojedzie do Akademii Magii Virtusstatera znajdującej się w Grecji. – ledwie dyrektorka skończyła ostatnie zdanie oczy wielu uczniów błyszczały z podekscytowania. Szczególnie wielkie tęczówki Hermiony. Zawsze marzyła o tym by odwiedzić Grecje. A teraz nadarzała się taka, wręcz nie powtarzalna okazja. – oczywiście liczyć się będą wyniki w nauce, ale i wasze zachowanie – zastrzegła McGonagall – bo będziecie musieli nas tam godnie reprezentować!  Ale nie odbiegajmy tak daleko w przyszłość, bowiem wyjazd do Veritusstatera odbędzie się dopiero za kilka miesięcy. Nie mniej jednak zainteresowani tym powinni już brać się do roboty i pokazać, że zasługują na pobyt w Grecji! No cóż. Na dzisiaj to już wszystko, ale niebawem oczekujcie kolejnego spotkania, wtedy dokonamy małego podziału obowiązków na wrzesień. A tymczasem możecie już… - zaczęła Minerwa, ale jej słowa zostały zagłuszone przez głośny trzask drzwi. Tak głośno wchodzić do pomieszczenia mogła tylko jednak osoba…
Trevor La Ruse…
-- Co tu robisz!? – zapytała obcesowo mierząc nauczyciela Mugoloznawstwa chłodnym wzrokiem. – Nie przypominam sobie, bym wyraziła zgodę na twe przebywanie w tymże pomieszczeniu! – syknęła. Nie uświadamiała sobie, że ona, poważna matrona Hogwartu właśnie zachowała się jak obrażone dziecko. A uczniowie to dostrzegli. Ale ciekawił ich powód TAKIEGO zachowania McGonagall. Zresztą jak chyba każdego. Niestety, na pytanie , co tak właściwie uczynił w przeszłości Trevor La Ruse, że wyzwalał w starej, poważnej Minerwie takie chłodne i pełne obrzydzenia spojrzenia, nikt chyba nie znał odpowiedzi. Oprócz samego Trevora i Minerwy. Nawet sam Draco Malfoy, bratanek La Ruse’a nie wiedział, dlaczego stara McGonagall tak drażliwie reaguje na obecności starego chytrusa.
-- Miałem nadzieje, że uda mi się z tobą porozmawiać, Minerwo. – powiedział niczym nie zrażony Trevor. Z tą wszechobecną  w jego obyciu pewnością siebie…
-- Nie widzisz, że jestem zajęta? – burknęła niegrzecznie McGonagall taksując stalowym spojrzeniem La Ruse’a. Prefekci skakali wzrokiem od naburmuszonej dyrektorki do nieustępliwego nauczyciela Mugoloznawstwa. Nie mieli jeszcze żadnej lekcji Mugoloznawstwa i każdy był zaciekawiony postacią nowego profesora.
-- Ależ widzę! – odparł z cwaniackim uśmieszkiem na wąskich wargach profesor La Ruse. A Hermiona ze zdziwieniem odkryła podobieństwo między kpiącymi uśmiechami i Trevora La Ruse’a, i Dracona Malfoya. – Po prostu chciałem mieć pewność, że nie odmówisz mi krótkiej rozmowy. A w obecności uczniów nie możesz na mnie nawrzeszczeć i mnie wyrzucić! – zawołał z triumfującym uśmiechem starszy blondyn. McGonagall wyglądała, jakby była gotowa rozszarpać Trevora na strzępy…
-- Jesteś pewny, La Ruse!? – warknęła powoli tracąc cierpliwość. – Ale dobrze, potem dostaniesz swoje pięć minut i powiesz mi szybko to, co chciałeś mi powiedzieć. A potem zostawisz mnie  w spokoju.  – oznajmiła bez jakichkolwiek emocji i gestem nakazała Trevorowi wyjście z jej Gabinetu. Gdy odwróciła się do zebranych przy jej biurku uczniów dało się zauważyć, że policzki ma lekko zarumienione. Odchrząknęła lekko zawstydzona i starała się powrócić do tematu. – Eee, tak czy inaczej, aby nie marnować czasu postanowiłam przydzielić wam drobne zadania. Jest was dziesiątka, także w miarę łatwo powinniście uporać się z tymi zadaniami. Niestety nie będę mogła was podzielić po równo, ale nie bójcie się. Do niektórych dołączą osoby które JUŻ zdążyły zarobić pierwszy szlaban. Więc tak pierwszą grupę tworzyć będzie pan Potter, panna Lovegood, pan Toronto i panna Parkinson, dla której to będzie w charakterze kary.  Drugą grupę stanowić będzie pan Longbottom, panna Brown, pan Strauss i panna Weasley, która zgodziła się pomóc w zamian za punkty do domu. W trzeciej grupie będzie pan Finch- Flethely, pan Zabini, pan Malfoy i panna Granger. – oznajmiła. Hermiona jęknęła, samo towarzystwo Justina nie byłoby takie złe, Zabiniego też by jakoś przeżyła, ale Malfoy? No bez kitu… Przecież McGonagall doskonale wie jak on się traktują. Więc po co jeszcze dodatkowo łączy ich razem w grupie? To po prostu nie fair! Jakby jeszcze nie miała dość samego oglądania tego tlenionego idioty. Ehh życie jest nie sprawiedliwe… Jaka szkoda, że nie mogłaby być z Ginny w grupie. Razem byłoby im na pewno raźniej. Ale pocieszyła się myślą, że nie tylko ona jest niezadowolona z załogi, z którą przyszło jej pracować. Harry również siedział ze skwaszoną miną. Nie przepadał za Borysem, a Pansy po prostu nie znosił. Choć Hermionie raczej wydawało się, że okularnikowi podobała się Pansy, ale po prostu przywykł do tego, że się nie lubią. I poza tym tak sobie nawzajem dogryzali, że przynajmniej na razie trudno było mówić o czymś więcej. – zadaniem grupy pana Pottera będzie segregowanie wszystkich eliksirów, które pozostawił po sobie profesor Snape, a grupy pana Longbottoma będzie napisanie krótkiej historii naszej szkoły w formie eseju, który będzie wręczany jako upominek wszystkim gościom, którzy zawitają do Hogwartu. Natomiast zadanie grupy panny Granger będzie polegało na odrestaurowaniu zachodniego skrzydła biblioteki, które zostało w czasie wojny zniszczone i uporządkowanie historycznych woluminów biblioteki. Mam nadzieje, że obędzie się bez żadnych kłótni i zamieszek. – zastrzegła profesorka. Wasze zadanie będziecie, że tak powiem, odrabiać w piątek, po lekcjach. Dobrze, na razie to chyba wszystko… - zawahała się na moment. – Jesteście już wolni, pamiętajcie tylko. Za dwa dni macie stawić się pod wielką salą! – zastrzegła, po czym wszyscy powoli opuścili gabinet Dyrektorki.

-- Granger, dlaczego ja mam takiego pecha, że muszę być w grupie z tobą… - rzekł załamanym głosem Draco Malfoy, doganiając idącą z przodu Gryfonkę,  o ślicznych brązowych włosach. Dziewczyna warknęła z irytacji i przyspieszyła kroku. Niestety na nic się to zdało, bowiem blondyn bez przeszkód ją dogonił. – A tobie to gdzie się tak spieszy? – zapytał się z uniesioną kpiąco brwią – Do książek? Bo w końcu jak taka kujonica jak ty mogłaby spędzać wieczory, no nie? – zakpił
-- Odwal się Malfoy! – warknęła przyspieszając kroku. Widząc zabiegi dziewczyny Draco tylko się uśmiechnął pod nosem
-- Granger, Granger. – zaczął z politowaniem – i tak cię dogonię, nie ważne jak będziesz zasuwać na tych krótkich nóżkach. – zakpił
- -Daj mi spokój, ty… ty! – zdenerwowała się. On zawsze taki był. Zawsze. Nawet jak cichutko szła sobie do dormitorium, to musiał się przyczepić. – Skoro aż tak ubolewasz, nad tym, że musisz w ogóle się ze mną komunikować, to po co w ogóle sam do mnie leziesz! – odparowała dziewczyny patrząc podejrzliwie do Draco. Chłopak nie stracił rezonu, choć przez moment w jego oczach błysnęła dekoncentracja i wahanie. To były jednak tylko króciutkie przebłyski i umknęły oczom Hermiony.
-- Bo lubię cię wkurzać, Granger. – odparował bezczelnie się uśmiechając. Hermiona zacisnęła zęby. Nie znosiła go. Od pierwszej klasy wiedziała, że z tym gościem jest coś nie tak. I miała racje, ale choć ten ostatni rok w ukochanej szkole chciała przeżyć bez złośliwych uwag Malfoya, albo po prostu umieć mu tak odpyskować, żeby zamknęły mu się usta. Ale jak na razie nie zapowiadało się na rychłe zmiany. – A ty powinnaś się cieszyć, że wreszcie jakiś chłopak zwrócił na ciebie uwagę. – nawijał Malfoy oczywiście, prawiąc przy tym sobie komplementy. – I dodatku jaki PRZYSTOJNY chłopak… - zachwalał się arogancko. Hermiona wykrzywiła usta w lekkim grymasie
-- Przystojny, Malfoy? Chyba nie widziałeś się dzisiaj w lustrze. – zakpiła złośliwie unosząc brwi do góry.
-- Ja przynajmniej nie muszę się do lustra skradać! – odbił piłeczką Malfoy. A więc 1:1…
-- Nie musisz bo ono i tak ucieka, gdy tylko cię widzi – zaśmiała się panna Granger unosząc głowę do góry, by spojrzeć z wyrazem triumfu w oczy Fretki.
-- Przynajmniej nie pęka na mój widok! – odpyskował Malfoy szczerząc się kpiąco do Gryfonki, tymczasem w czasie tych sprzeczek doszli już do tego korytarza, którego prawa strona prowadzi do Pokoju Wspólnego Gryfonów, a lewa do Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Hermiona, która do tej pory szła szybkim krokiem do dormitorium, chcąc jak najszybciej pozbyć się Malfoya przypomniała sobie sytuacje, która miała miejsce na początku roku. Jak to pan wspaniały arystokrata tak się zaangażował w kłótnie z nią, że aż  się i ominął korytarz, w którym powinien skręcić w lewo. Nie mogła się powstrzymać, by nie dopiec Malfoyowi wypomnieniem tego małego upokorzenia.
-- No Malfoy, mam nadzieje, że teraz nie pomylisz drogi do dormitorium. – zaśmiała się szyderczo – Bo nie mam zamiaru ci pokazywać, gdzie jest pokój Ślizgonów, a śmiem wątpić czy sam tam trafisz!
-- Nie martw się Granger! Wiem, że chętnie byś mnie przenocowała u siebie, ale muszę cię rozczarować, ja nie dotykam bez potrzeby szlamu! – oznajmił zimnym tonem po czym odwrócił się i odszedł. Brązowowłosa wywróciła młynka oczami po czym odeszła szybkim, sprężystym krokiem do dormitorium, w przeciwnym kierunku niż Draco, obracając się raz za siebie…

                                                                  ***

-- Mów to co miałeś mi powiedzieć. – oznajmiła sucho McGonagall Trevorowi La Ruse’owi. – I radzę ci, sprężaj się bo masz tylko, czy raczej AŻ pięć minut.
-- Minerwo, już od dawna próbuje ci wyjaśnić to, co zdarzyło się 45 lat temu! Błagam teraz mnie wysłuchaj! – powiedział proszącym głosem Trevor, co odrobinę zbiło Minerwę z panty kału. Trevor Aleksander La Ruse proszący? To był niecodzienny widok. Ale nawet smutny wzrok La Ruse’a nie sprawił, by lód okalający jej serce względem niego, od tak się skruszył. Przyrzekła po tym wszystkim nigdy nie zaufać Trevorowi. Nie zasługiwał na drugą szansę. Nie po tym, co zrobił.
-- Czy nie mówiłam ci, żebyś nawet nie próbował! – syknęła przez zaciśnięte zęby – Nie chcę słuchać twoich nędznych wyjaśnień! Oszukałeś mnie i żadne łgarstwa tego nie zmienią…
-- Kiedy wcale cię nie omamiłem,  Min! To wszystko pomyłka! – gorączkował się Trevor. Jego oczy błyszczały, a nie, jak zwykle, emanowały chłodem i cynizmem. Zależało mu na tym by wyznać prawdę Minerwie. Ta jedna pomyłka, ta jedna chwila w której stracił czujność zniszczyła mu życie. Ale nawet teraz, po tylu latach wierzył, że jeszcze uda mu się wszystko odkręcić. Oczywiście, wcześniej też próbował. Nie potrafił zliczyć, ile listów wysłał do Minerwy, ile  razy błagał o spotkanie, ile razy wystawał pod jej domem. Na próżno.
-- Trevorze! – sarknęła McGonagall zimno. – Nie jestem głupia! Wiem, co widziałam, La Ruse i nie ważne, w jakie słowa to obierzesz, to nadal będzie to samo. – powiedziała głosem wypranym z jakichkolwiek emocji. Samo pojawienie się La Ruse’a w jej szkole bolało. A co dopiero rozmowa z nim na TEN temat.
-- Ale kiedy to wszystko to kłamstwo! Naprawdę! Ja wiem, jak to było! To wszystko wina… - zaczął szybko, korzystając z okazji, że Minerwa pozwoliła mu dojść choć na chwilę dojść do słowa. Ale nim zdążył dokończyć swoją wypowiedź znowu przerwała mu zimnym tonem.
-- Twoje pięć minut właśnie minęło. – oznajmiła z mściwą satysfakcją i nie zważając na protesty Trevora nadal ciągnęła beznamiętnie – A i oczywiście, że wiemy czyja to była wina! Twoja! I jakby się tak zastanowić to też moja, bo wtedy ci zaufałam …

19 komentarzy:

  1. Rozdział świetny! Trochę błędów, ale przymykamy oko :D.
    świetna sprzeczka Granger z Malfoyem :D.
    Coraz bardziej mnie interesuje i ciekawie ten La Ruse. :D co on tej McGonagall zrobił :D.
    życzę weny i czekam na kolejny! :*

    pozdrawiam, Zou.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć! :)
    Rozdział bardzo fajny. Ciekawe jak będzie wyglądać szkoła w Grecji?.... Ale to dopiero za jakiś czas xD.
    Przydzielanie dodatkowych zadań... może być ciekawie :).
    I ta kłótnia McGonnagall z Treveorem. Zastanawiam się o co im chodzi? Może uchylisz rąbka tajemnicy?... :D

    Miniaturkę czytałam. Bardzo fajna :).

    Pozdrawiam i w wolnym czasie zapraszam do mnie.
    Madra Gada

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaki super rozdział ;D
    Rozkręca się ;))
    Już się nie mogę dozekać wyjazdu do Grecji i nowych zadań ;3
    Mam przeczucie, że historia McGonagall i La Ruse'a może być podobna do Draco i Hermiony ;D
    On Śluzzgon, ona Gryfonka. Pewnie też się nie lubili... hmm.. zobaczymy późnej :D
    Pozdrawiam ;3
    ~Lumos Maxima
    http://milosc-silniejsza-od-magii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny rozdział, spodobał mi się :)
    Jestem ciekawa, co do tej integracji do Grecji. Ciekawą nazwę szkoły wybrałaś, spodobała mi się. Na początku połamałam sobie odrobinkę język, nie widząc zbytnio tej nazwy, ale tak to bardzo fajna :)
    No i docinki Malfoya i Granger są po prostu mistrzowskie :D Najlepszy wątek z lustrem. Rozwalił mnie na maksa. :)
    No i ciekawa rozmowa McGonagall z La Rusem...

    Nie mogę doczekać się kolejnego :)

    Życzę powodzenia w dalszym pisaniu i weny przede wszystkim!

    Pozdrawiam!

    ~ Pure - Blood Princess

    OdpowiedzUsuń
  5. Łoł, trochę mnie tu nie było. Cieszę się, że zmieniłaś szablon, jest naprawdę ładny (btw. uwielbiam to zdjęcie Malfoya <3). A Hermiona tu wygląda, jak... no, jak księżniczka.
    Fabuła się rozkręca i widać, że masz pomysł na opowiadanie, za co wielkie brawa. Fajny wątek z McGonagall, podoba mi się też to powolne podsycanie ciekawości czytelnika i dodawanie własnej perspektywy, własnych pomysłów do świata Rowling. Historia nie jest pusta, a dialogi elastyczne i naturalne. Szczególnie podobają mi się wzajemne docinki Malfoya i Granger - aż uśmiech sam ciśnie się na usta :D
    Trochę informacji technicznych:
    Pomyśl o akapitach. Z nimi po prostu lepiej się tekst czyta i wygląda bardziej "profesjonalnie".
    Jeśli piszesz w Wordzie, pauzy oznaczające dialogi wstawia się w kombinacji Ctrl + Alt + znak "-" na klawiaturze numerycznej. Osobiście nie używałam "długich" pauz, tylko krótkich przy dialogach i półpauz przy dopowiedzeniach, ale o wiele lepiej wygląda w zapisie z długą. Przy następnym opowiadaniu sama ich będę używać, więc też to rozważ :)
    I jeszcze krótka wskazówka techniczna na przyszłość: po napisaniu dialogu nie daje się kropki, jeśli dodajesz wypowiedzenie w stylu "(...) - powiedziała, siadając na stołku". Kropkę po dialogu należałoby dać, gdybyś po wypowiedzi bohatera pisała na przykład: "(...). - Zaplotła ręce na piersi i usiadła na stołku".
    Życzę powodzenia w dalszej pracy!
    Pozdrawiam,
    Dama Kier

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak mnie ciekawi ten Trevor, no szok xD
    Super, fajnie się czytało ;)
    Pozdrawiam,
    Lúthien ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. O boże jaki ty masz piękny szablon *.* Też chceee, ;**
    hahah umiesz zarąbiście pisać, podoba mi się albo docinki Mionki i Draco, i w ogóle całokształt ehh, też bym tak chciała pisać. cóż przepraszam że tak krótko ale nie umiem pisać długich komentarzy
    Pozdrawiam
    Charlotte Petrova

    OdpowiedzUsuń
  8. Twarda McGonagall :)
    Hehe.. Fajna trzecia grupa ^^ Będzie sie działo ;)
    Czekam na nowy rozdział i życzę weny ;]

    OdpowiedzUsuń
  9. Niesamowity rozdział.
    Podczas integracji grup będzie dym, ogień i siarka.
    Tak coś czuję.
    Biedna Herm, otoczona przez idiotów.
    A McGonagall twarda jak, jak ... beton!
    Ech te moje porównania.
    Ciekawi mnie, co wydarzyło się w przeszłości profesorki.
    Pozdrawiam, em.

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej.:P
    Przepraszam, że dopiero teraz. Nie mam siły, by długo komentować dlatego ograniczę się do krótkiego: GENIALNE:) Zaintrygowałaś mnie postacią La Ruse. No i czekam na nasze Dramionke.:D

    `la_tua_cantante_

    OdpowiedzUsuń
  11. Super super :) czytalo sie bardzo dobrze i lekko :)
    Kurcze, ciekawi mnie co takiego sie wydarzylo mierzy La Ruse i McGonagall... mam nadzieje, ze niedlugo pozwoli mu dojsc do slowa i wszystko wyjasnic ;D
    Pozdrawiam,
    DiaMent.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zgadzam się z poprzedniczką, lekki i dobry styl pisania :)
    McGonnagall miala romans...? To aż niewiarygodne!
    Czekam na nowy rozdział!
    Lumossy

    im-possible-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i jeszcze blog numer dwa, o którym się zapomniało ;_; cóż za zawodna pamięc i niedopatrzenie.
      przeszloscprzeszkadzawprzyszlosci.blogspot.com

      Usuń
  13. By nie robić niepotrzebnego zamieszania, chciałabym poinformować wszystkich moich czytelników osobiście, że brak mi weny, a w przyszłym tygodniu mam Week of Test (nazwa wymyślona przed chwilą, chodzi o sporą ilość sprawdzianów w jednym tygodniu), więc muszę się wstrzymać z pisaniem rozdziałów do przyszłego tygodnia.. Przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mmmmmm.... Idealny rozdzialik na zakończenie tego tygodnia :)
    Strasznie fajnie się czytało, z taką lekkością :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie sawno znalazłam twojego bloga. Jest na prawdę wciągający. Wzięłam się za czytanie, a tu nagle koniec. Czekam na więcej ;)

    Ps. Zapraszam do mnie in-he-pursuit-of-dreams.blogspot.com/ /Kasia

    OdpowiedzUsuń
  16. Cudownie!
    Naprawdę cudownie.
    Mam nadzieję, że dodasz następną część w szybkim tempie :))
    Pozdrawiam!
    Rouse

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa..!
      Zapomniałam dodać, że urzekł mnie twój szablon.
      Przepiękny nagłówek !

      Usuń
  17. "Panty kału"? Serio...?

    OdpowiedzUsuń